Nawigacja

11 lipca – rocznica rzezi wołyńskiej

11 lipca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Chociaż na myśl często przychodzi nam rzeź wołyńska, należy podkreślić, że jest to dzień ustanowiony ku pamięci męczeńskiej ofiary wszystkich obywateli II Rzeczypospolitej zamordowanych przez członków Ukraińskiej Powstańczej Armii.

 

Zbrodnia wołyńska

11 lipca 1943 r. miała miejsce tzw. „krwawa niedziela”, czyli punkt kulminacyjny eksterminacji polskiej ludności za na terenach Wołynia, jednak decyzja o mordach, jak i same mordy miały miejsce już wcześniej.

Pierwsze antypolskie działania sięgają już 1939 r. Na przykład we wsi Klusk (rej. turzyski,  obwód wołyński) miejscowi ukraińscy chłopi schwytali, torturowali i ostatecznie zamordowali dziewięciu Polaków. Tego samego roku w Pieńkach (rej. kostopolski, obwód wołyński) zamordowano około 100 Polaków poprzez utopienie ich w dołach po torfie. Do 1943 r. mordy i ataki były sporadyczne, a do końca 1942 r. napadano na pojedyncze osoby i rodziny.

9 lutego 1943 r. we wsi Parośla Pierwsza (rej. włodzimierzowski, obwód rówieński) miał miejsce pierwszy masowy mord, w którym zgładzono 173 Polaków. W nocy z 26 na 27 marca zaatakowano wieś Lipniki (rej. kostopolski, obwód wołyński), w której zamordowano przynajmniej 179 mieszkańców, a w Wielki Piątek, 23 kwietnia 1943 r. wymordowano 600 mieszkańców Janowej Doliny (rej. kostopolski, obwód rówieński) – osiedla robotniczego przy kopalni bazaltu.

Lech Łada ps. „Żagiew”, któremu na przełomie 1942 i 1943 r. udało się przeniknąć w szeregi ukraińskiej partyzantki, w jednym z meldunków zacytował dowódcę UPA: „Z dniem 1 marca 1943 r. przystępujemy do powstania zbrojnego. Jest to działanie wojskowe i jako takie skierowane jest przeciwko okupantowi. Obecny jednak okupant jest  przejściowym, nie należy  więc tracić sił w walce z nim. Właściwy okupant to ten, który nadchodzi [ZSRR]. Jeśli chodzi  o sprawę polską, to nie jest to zagadnienie wojskowe, tylko mniejszościowe. Rozwiążemy je  tak, jak Hitler sprawę żydowską. Chyba że usuną się sami[1].

Przesłuchiwany w ramach sowieckiego śledztwa Stepan Redesz, będący dowódcą czoty zeznawał w następujący sposób: „Otoczyliśmy pięć polskich wsi i w ciągu jednej nocy i następnego dnia spaliliśmy te wsie, a wszystkich ich mieszkańców w ogólnej liczbie ponad 2 tys. ludzi zarżnęliśmy. Mój pluton brał udział w paleniu jednej większej wioski i przylegającego do niej chutoru. Zarżnęliśmy około tysiąca Polaków. Wielu z nich – mężczyzn, kobiety,  starców i dzieci – rzucaliśmy żywych do studni, po czym dobijaliśmy ich strzałami z broni palnej. Pozostałych kłuliśmy bagnetami, zabijaliśmy toporami i rozstrzeliwaliśmy. Wszystko to czyniliśmy w myśl hasła: »Morduj polską szlachtę, która napływa na ukraińskie ziemie«[2].

Kulminację mordów pod hasłem „śmierć Lachom” (ukr. Cмерть Лахам) przeprowadzono 11 lipca i tego dnia członkowie OUN-B i UPA wspomagani przez ludność ukraińską zaatakowali 96 polskich wsi. Tylko do końca lipca zamordowano 10-11 tys. Polaków.

Ocaleni z rzezi często uciekali do miejscowości, w których stacjonowały niemieckie garnizony, co skutkowało przymusową wywózką na roboty do Niemiec. Część z uciekinierów wstępowała do radzieckiej partyzantki lub niemieckiej policji, a następnie brała udział w pacyfikacji ukraińskich wsi, przez co UPA i OUN oskarżały Polaków o kolaborację z ZSRR i III Rzeszą.

Szacunkowa liczba ofiar na terenie Wołynia różni się w zależności od badacza, jednak było to od 30- (wg R. Torzeckiego) do 60- (wg G. Motyki, J. Turowskiego) a nawet 80 tysięcy (wg T. A. Olszańskiego). Wliczając Polaków rannych, wywiezionych przez NKWD na wschód lub na roboty przymusowe do Niemiec, zabitych w więzieniach lub w ramach akcji pacyfikacyjnych niemieckiej policji otrzymamy liczbę 150 tys. ofiar.

 

Zagłada Galicji Wschodniej

Małopolska Wschodnia swoimi granicami obejmowała teren województwa lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego. Na zjeździe członków OUN-B odbywającym się w sierpniu 1943 r. delegacja wołyńska zaproponowała powtórzenie rzezi na terenach Galicji Wschodniej. Cztery miesiące później ostatecznie zatwierdzono decyzję o eksterminacji, która miała zapobiec konfliktowi polsko-ukraińskiemu wywołanemu przez problem przynależności terytorialnej danego obszaru.

Przed atakami, Polaków wzywano do opuszczenia domostw w określonym terminie, a niezastosowanie się do żądań miało skutkować zniszczeniem nie tylko mienia, ale także rodziny. Do połowy stycznia 1944 r. w wielu Polskich miejscowościach pojawiły się ostrzeżenia, których treść ostrzegała przed zbrodniami na Ukraińcach: „Ostrzegamy, że za dalsze akty terroru wobec ludności ukraińskiej, dokonane przez polskich bandytów, odpowie polska ludność i za każdą ofiarę terroru zapłaci d z i e s i ę c i o k r o t n i e! Polska społeczność m u s i w końcu zrozumieć, że poprzez wrogą postawę wobec ukraińskiego narodu przygotowuje sobie nieuniknioną z a g ł a d ę  i  w y n i s z c z e n i e. Tylko przyjaźń Ukraińskiego Narodu może ocalić Polaków od zagłady. Na tę przyjaźń polska ludność Ziem Ukraińskich musi sobie zasłużyć”[3].

W 1944 r. roku na teren Galicji Wschodniej skierowano, złożony z Ukraińców, 4 Galicyjski Pułk Ochotniczy SS – Policyjny (Galizisches SS Freiwilligen Regiment 4 – Polizei), który UPA skutecznie wykorzystywało do własnych działań.

28 lutego 1944 r. miał miejsce jeden z największych mordów dokonanych na terenie Małopolski Wschodniej, kiedy to w Hucie Pieniackiej UPA wsparte przez 4. galicyjski pułk SS wchodzący w skład SS Freiwilligen Division „Galizien” zamordowała blisko tysiąca Polaków. Kulminacja mordów nastąpiła w czasie Wielkiego Tygodnia tego roku, a w samym tylko kwietniu zamordowano 8 tysięcy Polaków.

Na podstawie doświadczeń z Wołynia, ludność Małopolski Wschodniej zaczęła organizować ośrodki samoobrony, które nierzadko wspierało dowództwo AK. Takie ośrodki znajdowały się między innymi w Biłce Szlacheckiej, Dynowie, Kretowcach, Jacowcach, Trościańcu Wielkim i Smerekiwce (hist. Wicyń). Niejednokrotnie po odparciu UPA przez samoobronę, Ukraińcy wracali wsparci przez SS i ostatecznie pacyfikowali wieś.

Podobnie jak w przypadku zbrodni na terenie województwa wołyńskiego, bilans zbrodni jest różny w zależności od badaczy i waha się od 20- (wg G. Hryciuka), 30- (wg R. Torzeckiego), 70- (wg E. Siemaszko) aż do 108 tysięcy (wg Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów).

dr Agnieszka Wojtkowska

 

[1] Motyka, G., Od rzezi wołyńskiej do akcji Wisła. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947. Kraków 2011, s. 220.

Motyka, G., Zbrodnia wołyńska 1943 roku i mit buntu ludowego, [w:] Dzieje najnowsze, t. XLVIII (2016), s. 53.

[2] Motyka, G., Szapował, J., Polacy  i  Ukraińcy  pomiędzy  dwoma  systemami  totalitarnymi  1942–1945,  cz.  1–2  / Поляки і Українці між двома тоталітарними системами 1942–1945. Warszawa-Kijów 2005: 414-415.

[3] Markowski, D., W cieniu Wołynia. Antypolska akcja OUN i UPA w Galicji Wschodniej 1943–1945. Kraków 2023, s. 125-126.

do góry